cz.11 - Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
!!UWAGA!!
Pojawia się scena seksualna z udziałem dwóch mężczyn, więc jeśli
nie masz 18 lat */ nie lubisz* po prostu nie czytaj tekstu z pochyloną czcionką
Kiedy grupy ponownie spotkały się na głównym placu i usłyszały, iż mają około godzinną przerwę, momentalnie się rozeszły. Feliks przez chwilę kręcił się w pobliżu Węgier, aż w końcu, ku wielkiemu rozczarowaniu Iwana, chłopak zniknął jak kamfora w falującym niczym łany żyta tłumie. Rosja oddalił się od głównej chałupy imitującej wyglądem karczmę. Cóż mógł poradzić na to, iż Łukasiewicz od momentu ich kuchennej rozmowy konsekwentnie udawał, że nic się nie stało, a przecież to była nieprawda i obaj doskonale o tym wiedzieli. Zaklął szpetnie i ruszył w kierunku starego, mocno zarośniętego chwastami sadu, licząc na przypadkowe spotkanie swojego kochanego współlokatora. Powykręcane wiatrem gałęzie karłowatych jabłoni wyglądały niesamowicie ponuro, pomimo dobrze oświetlających ich wdzięki promieni słonecznych. Szedł więc powoli, patrząc na szerokie gałęzie sędziwych gruszy i śliw. Nagle, między ciemno granatowymi owocami, zauważył dwie dyndające wesoło nogi. Czyżby to był Польша – pomyślał, czując kołaczące się w jego gardle serducho. W istocie, na gałęzi siedział jego blondwłosy kuzynek. Zielonooki chyba go jeszcze nie zauważył. Braginski uśmiechnął się lekko, po czym spróbował wleźć na drzewo. Starał się to robić jak najciszej.
- A tak sobie – wzruszył ramionami Rosjanin, siadając w miarę możliwości blisko niego.
Gałąź nieco się ugięła. Lekki wietrzyk poruszył koronami drzew. Nagle Polska zerwał się z miejsca, podskoczył i zerwał owoce.
- Masz ochotę? - zapytał.
- Mhm – kiwnął głową, odbierając jedno z jabłek.
Było ono małe, bardzo kwaśne i twarde, ale zadziwiająco dobre, a może tak bardzo Iwanowi smakowało, bo było prezentem od Felka. Szarowłosy nie miał pojęcia. Siedzieli tak na drzewie kołysani kolejnymi powiewami chłodnego wiatru do momentu, gdy usłyszeli wołającego na posiłek G.
- Cholera, nareszcie coś dobrego – ucieszył się RP, patrząc na kawał leżącego przed nim, porządnie upieczonego lina.
Nordycki obiad składał się z ryb, szpinaku oraz odrobiny kaszy. Do tego kompot z sadowych śliwek. Niebo w gębie – pomyślał Łukasiewicz, biorąc kolejny kęs do ust – Norwegia z Danią bardzo się postarali.
Federacja siedział sztywno naprzeciw niego, wyglądając, jakby chciał koledze coś powiedzieć, jednak zanadto się tego wstydził lub wręcz bał, milczał więc powoli przeżuwając kolejne kawałki w poszukiwaniu ości. Niedaleko niego usadowiły się jego dwie siostry. Starsza cały czas gadała z siedzącym po sąsiedzku Turcją, a młodsza, przysunąwszy się do niego bliżej niż ustawa przewidywała, cały czas zerkała mu przez ramię, co odrobinę chyba byłego ZSRR irytowało, jednak nie dawał tego po sobie poznać. W końcu wszystkie rzeczy jadalne zniknęły z jego talerza i mógł spokojnie odnieść go do „karczmy”. Po chwili wrócił na swoje miejsce i począł dalej wpatrywać się w zajadającego się kaszą zielonookiego. Niebawem również i Polska skończył, a wówczas szmer rozmów przerwał prowadzący.
- Uwaga moi drodzy, zaraz po skończeniu posiłku proszę abyście stanęli w grupach, do jakich zostaliście przydzieleni, a następnie wraz z naszymi przemiłymi przewodniczkami ruszyli na dalsze zwiedzanie.
Rzeczpospolita westchnął, ale nic nie powiedział, po prostu poczekał aż reszta jego drużyny skończy jeść.
- Moi złoci – zaczęła babuleńka – teraz pójdziecie ze mną i moją wnusią – tu przytuliła dziewczynę – na pole i tak jak za dawnych czasów będziecie kosić trawę kosami oraz zgrabiać na kupę, a potem zaniesiecie barankom – powiedziała, uśmiechając się przyjaźnie.
Wszystkie personifikacje jak jeden mąż wzniosły oczy ku niebu. Nie było jednak rady, aby móc się staruszce przeciwstawić. Podążyli więc za kobietami na pole, a właściwie poletko, gdyż dla każdej z grup był wyznaczony niewielki teren do skoszenia. Starowinka pokazała jak należy trzymać kosę, po czym rozdała je wyższym krajom, natomiast kurdupelki pokroju Arthura musiały złapać się za grabie. Zarówno dziewczyna jak i jej opiekunka oraz animatorka z błogością usiadły na kawałku starego koca i poczęły oglądać ścigające się narody. A było na co popatrzeć. Bo o ile Francja z Rosją mieli jakiekolwiek pojęcie (bardziej jakiekolwiek) na temat koszenia, o tyle Alfred już po trzech zamachach swoją kosę zepsuł i trzeba ją było naprawiać. Na wielgachnych łapach Rosji zaczęły pojawiać się pierwsze odciski. Starał się on jednak nie zwracać na ową niedogodność uwagi. Idący za nim z radością Polska spokojnie zgrabiał ściętą przez kuzyna trawę. W sumie odpowiadało mu to zajęcie i gdyby nie prażące słońce mógłby je wykonywać cały boży dzień. W końcu poletka z trudnościami jak przy zatwardzeniu zostały skoszone, a trawa zaniesiona radosnym, wełnianym istotom.
Po tej jakże miłej przechadzce oraz wyjęciu resztek murawy z włosów co poniektórych, babuleńka zabrała ich do czegoś w rodzaju kamiennego kręgu, a następnie rozdała kartki i zaczęła udzielać instrukcji, jak należy z nich wyciąć coś na kształt serwetek. Najpierw kazała im złożyć kartki na skos tworząc prostokątne trójkąty, po czym nakazała powtórzyć ową czynność jeszcze kilka razy. Kiedy kartki były już odpowiednio zmiętolone, bo złożeniem się tego nazwać nie dało, ciemnooka dzierlatka rozdała krajom nożyczki, a następnie sama zabrała się za pokazywanie, jak należy ciąć.
- Dobra baza gotowa. Teraz pora na wzory. Od strony, od której jest pojedyncze złożenie, wytnijcie sobie jakąś figurę geometryczną. Dobra, jak już skończyliście, to teraz pora na rozłożenie kartki i wycięcie kilku innych wzorków, na przykład pięciu trójkątów lub trzech rombów.
Polska absolutnie nie słuchał propozycji dziewczyny i radośnie starał się wycinać same serduszka. Tak mu się to strasznie podobało. Natomiast Iwan postanowił zrobić z owej serwetki swoisty prezent dla swojego współlokatora, i zamiast jakichś głupich geometrycznych kształtów zawzięcie wycinał literki. Szło mu to nadzwyczaj powoli i opornie, głównie ze względu na swoiste różnice w ich alfabetach. W końcu po dwudziestu minutach śmiecenia serwetki były gotowe. Babuleńka oczywiście nie omieszkała podejść do każdego i sprawdzić, co mu wyszło.
- O, jaka nam się trafiła uczuciowa dziewczynka – szepnęła, oglądając polską kartę – On też – tu zerknęła na Rosję - ma dla Ciebie coś pięknego. To dobra partia. Wygląda na dosyć uczciwego.
- Ale proszę Pani... - nie dokończył, widząc jak staruszka zupełnie niewzruszona odwraca się i prosi, aby oddano jej wszystkie nożyczki.
$
- Co się tak gapicie jak sroki w gnat, brać się do pedałowania! – zawołała S., wtarabaniając się do stojącej nieopodal drezyny.
Rosja zakrztusił się śmiechem.
- Nie jopić się, tylko do pracy lenie! - wrzasnęła animatorka, usadawiając się na tylnym siedzeniu wraz z dziewczyną i jej babcią.
Narody podzieliły się tak, że do Słowian dołączył jeszcze Kanada, natomiast pozostała trójka ustawiwszy się po drugiej stronie pompy pociągnęła ją w dół. Wehikuł ruszył kawałek do przodu. Teraz nadeszła kolej pozostałych krajów. Pojazd przemieścił się o kolejne kilka kroków. Nikt nic nie tłumaczył, po prostu kraje miały ją napędzać i robiły to właściwie bez większych trudności. Cztery drezyny powoli wjechały na spory nasyp, po czym stoczyły się w niewielką dolinkę. Podczas zjazdu Słowianie dostrzegli rozpalające się ognisko oraz przygotowujących kiełbaski Norwegię i Danię w towarzystwie czterech innych krajów oraz pana G. Wyższy blondyn właśnie starał się podpalić leżące na dnie stosu gałęzi kawałki kory brzozowej, kiedy zawiał wiatr i całe przedsięwzięcie diabli wzięli. Niestety, ogniste czorty poza tym, że ukradły podpałkę, to jeszcze wsadziły ją blondynowi we włosy. Przerażony Duńczyk z pochodnią na głowie to rzadki widok i z pewnością warty uwiecznienia...
- Czy ktoś go nagrał!? - zawołał wesoło Polska, odwracając się do pozostałych drezyn.
- Spoko! Japonia cyknął fotki! - wrzasnął ktoś z tył.
Dania miał wiele szczęścia, bowiem ujrzawszy jego nieudolność pan G. zawczasu naszykował sobie kilka wiader wody. Tak na wszelki wypadek. Teraz jedno z nich mogło zostać wykorzystane do ugaszenia palącego się Duńczyka. Wreszcie ognisko zostało rozpalone, talerze rozłożone, a kiełbaski przygotowane do pieczenia. Personifikacje powoli wysiadły z pojazdów, po czym skierowały się do stołów, zabierając przy okazji szpikulce na kiełbaski.
- To my będziemy lecieć! - zawołała dziewczyna, dając znać koleżankom, że mogą już wrócić do wioski.
Już chwilę później wszyscy siedzieli wokół ogniska i rozmawiali. Hiszpania w pewnym momencie wyjął zabraną z drezyny gitarę i zaczął śpiewać jakąś balladę. Było nadzwyczaj przyjemnie i miło. Strzelające płomienie ogniska dawały przyjemne ciepło oraz rzucały na siedzących tajemniczo rudą poświatę. Nagle dało się słyszeć ryk gromu, a chwilę później zaczęło padać. Nikomu nie uśmiechało się siedzieć na deszczu, toteż wszyscy momentalnie polecieli pod niewielką wiatę. Niestety było tam bardzo mało miejsca, nawet po tym, jak Ludwig wziął Feliciano na kolana, a Austria, Szwajcaria i Holadia stanęli pod parasolem. Animatorom również nie było najlepiej. Żadne z nich nie miało parasola, a ino cieniuteńkie sztormiaki. Feliks stał ni przypiął ni wypiął jedną nogą i głową pod dachem, starając się zjeść swoją kiełbaskę. Nie wiedział, że siedzący za stołem Iwan cały czas go obserwuje. Nagle parasol Vasha się rozdarł i pod wiatą zrobiło się jeszcze ciaśniej.
- Felek, idź w diabły – usłyszał głos Prus, gniotącego się tuż przy nim.
- A niby z jakiej parafii?
- Jesteś od nas mniejszy i chyba łatwiej ci będzie się gdziekolwiek wcisnąć, chyba, że wolisz siedzieć na deszczu – a z tymi słowy wypchnął Polaka na ulewę.
Polska warknął coś wyjątkowo obraźliwego, po czym spróbował sobie znaleźć jakieś inne miejsce do jedzenia. Przeciskając się przez tłum nieoczekiwanie został wepchnięty na czyjeś kolana. Właściciel nóg nieco się dziwił na jego widok, jednak zamiast go wygonić na ulewę usadził go sobie między udami. Owym dziwnym osobnikiem okazał się być Iwan. Feliks lekko się zarumienił, ponownie znajdując się tak blisko Rosjanina. Ten jednak starając się nie okazywać żadnych uczuć zajął się swoją kaszanką. Oczywiście niewygodnie mu było jeść, ale mimo to jakoś dawał sobie radę. W czasie, gdy wszyscy gnietli się pod wiatą, instruktorzy postanowili zadzwonić po autokar, który na szczęście przybył jakieś dwadzieścia minut później. W drodze powrotnej Feliks dalej był zmuszony przebywać znacznie bliżej Braginskiego niż by chciał.
- Co tak patrzysz? - spytał blondyn, czując wbijające się w niego spojrzenie fioletowych oczu.
- A tak sobie – uśmiechnął się szarowłosy.
Wreszcie po długich dwóch godzinach autokar ponownie zajechał na ośrodkowy parking.
- E, kto Wam pozwolił wstawać!? - huknęła W., widząc kierującego się ku wyjściu Amerykę.
- Jeszcze momencik siedzimy – poprosiła przymilnym głosikiem pani T.
- Uwaga, dzisiaj jest zielona noc i znając was na pewno przygotowaliście się już do robienia kawałów – szepty i chichoty. – Niestety ja absolutnie się nie zgadzam na żadne głupie wybryki – pomruki niezadowolenia. – Dlatego zaraz po opuszczeniu autokaru macie natychmiast iść do swoich pokoi. Cisza nocna zaczyna się teraz i zakazuję, pod groźbą ciężkich robót fizycznych, wychodzenia z pokoi. Do tego macie się koniecznie dzisiaj spakować, gdyż jutro może już nie być na to czasu. Jasne?
- Ta...
- Jeszcze raz. Czy to dla was jest jasne!?
- Tak, panie G.
- No to możecie wychodzić.
Zmęczone i złe na decyzję animatora personifikacje niechętnie powlokły się w stronę drzwi wejściowych. Powoli przelały się korytarzem, a następnie rozeszły się do swoich pokoi. Już podczas drogi dało się słyszeć nieliczne pokrzykiwania natychmiastowo stłumione przez kiwającą się za ladą recepcjonistkę. Feliks szybko wszedł na górę. Otworzył drzwi i wparował do pokoju, a następnie wlazł do łazienki celem zmycia z siebie zaschniętego potu. Iwan był wolniejszy. Kiedy wszedł do pomieszczenia i zobaczył palące się w toalecie światło, zrezygnował z rozmowy i zaczął się powoli pakować. W tym celu zabrał z szafy swoje nieliczne ubrania, poza tymi które zamierzał włożyć w dniu następnym. Te wsadził sobie do szafki nocnej, którą uprzednio opróżnił, przekładając wszystko do swojej niewielkiej walizki. Część rzeczy, takich jak paczuszki z prażonymi ziarnami słonecznika oraz ostatnia butelka wódki, trafiły do tak zwanego bagażu podręcznego, składającego się z niewielkiego, skórzanego plecaczka. Rosja zzuł buty, ściągnął bluzę, po czym ległszy na łóżku, włączył jedną z piosenek jakiegoś rosyjskiego zespołu. Piosenka nazywała się „Наш дурдом голосует за Путина” i była puszczana przez Braginskiego tylko wówczas, kiedy pragnął się nieco odprężyć. W innych bowiem wypadkach wolał coś z klasyki, niźli dudniącego rapu. Szarowłosy zamknął swe nienaturalnie purpurowe oczy i wsłuchał się w tekst utworu. Nagle drzwi od łazienki się rozwarły, uderzając przy tym w jego łóżko, i do pokoju wszedł Polska z białym turbanem na głowie, przebrany w swoją kochaną, różową piżamkę.
- Zgaś ten ruski jazgot! - warknął, rzucając rzeczy na swoją stronę pościeli.
Federacja grzecznie wykonał polecenie, po czym bez słowa zniknął w łazience. Rzeczpospolita odetchnął. Zapakował ubrania do siatki na brudy, a następnie zajął się pakowaniem. W pewnym momencie usłyszał jakieś okropne krzyki. Otworzył więc drzwi, aby sprawdzić, kto się tak awanturuje. Okazało się, iż Francja lata goły jak święty turecki po całym holu. Natomiast hałasy pochodzą od filmujących go kolegów.
- No dajesz, Francis! - zawołał Antonio.
Bonnefoy ponownie się wypiął, lecz w tym monnecie oberwał otwierającymi się z impetem drzwiami. To Nataszka zapragnęła sprawdzić, co za bęcwał się tak wydziera i zakłóca jej ostrzenie noży. Chwilę później po krwawiącego golasa oraz jego kolegów przybyli wkurzeni Panowie G. i T. Mężczyźni zabrali ich najpierw do pani W., a następnie ochrzanili i oddelegowali do pokoi. W czasie gdy Łukasiewicz oglądał cyrki na korytarzu, Rosja zdążył się umyć i do końca spakować. Feliks zakrywając ręką twarz zamknął drzwi i zajął się zbieraniem rzeczy. Fioletowooki tymczasem postanowił, póki jeszcze można, odwiedzić Yao. Nieobecność Ruska była jedną z rzeczy, o którą blondyn od początku wyjazdu się żarliwie modlił. W chwili, gdy twarz znienawidzonego sąsiada na dobre zniknęła za drzwiami, RP zajął się przygotowywaniem na zieloną noc. Nie żeby miał długą listę osób, którym chciał spłatać figla, ale koniecznie pragnął odwiedzić pokój dwadzieścia jeden.
- Zemsta będzie słodka – szepnął, wyciągając niezmywalny różowy marker – Chyba przyda mi się jeszcze pasta – powiedział, znikając za drzwiami od toalety.
Niestety, pod czas gdy Polak szukał w swej przepastnej saszetce pasty do zębów, z pokoju numer dwadzieścia osiem wrócił obsobaczony od stóp do głów przez panią S. Iwan. Kobieta nakładła mu tak głośno i szczegółowo o konsekwencjach, jakie wiążą się z zieloną nocą, że chłopakowi odechciało się w ogóle kiedykolwiek komukolwiek robić jakiekolwiek kawały. Usiadł więc spokojnie na łóżku i starał się przetrawić słowa animatorki. Wtem z łazienki jak oparzony wyleciał podekscytowany swym szatańskim planem Łukasiewicz.
- Iiiiiiijaaaaaa!!! Uważajta ludy i narody, bo Feliks właśnie wyrusza na polowanie! - zawołał z szaleństwem w swych zielonych oczach Polska.
- Feliks, ciszej, uspokój się – powiedział stanowczo Rosja, łapiąc kuzyna za rękę.
- Nie! - warknął, próbując wyszarpnąć nadgarstek ze stalowego uścisku Rosjanina.
- Ale Polsko...
- Chcę ukarać Prusy za to co mi zrobił!
- A co Ci takiego zrobił?
- To przez niego się z Tobą przespałem! Przecież z własnej woli nigdy bym się nie związał z kimś tak okropnym jak...
Blondyn nie dokończył, czując wbijające się w jego usta mokre wargi Rosjanina.
- Przecież mieliśmy już do tego nie wracać! - wrzasnął były PRL, kiedy Federacja zabrał od niego swoje miękkie wargi.
- Czy mógłbyś choćby na chwilę przestać wrzeszczeć, towarzyszu? - zapytał rzeczowo Iwan – Mam świadomość, że nie jest ci na rękę to co się stało, jednakże chciał bym cię poprosić abyś zgodził się na powtórzenie tego.
- Co!? Chyba cię porąbało Ty czerwona zarazo!
- Proszę, daj mi dokończyć. Rozumiem, że wtedy byłeś nie do końca świadomy tego co robisz...
- No, i właśnie za to zamierzam tę szwabską cholerę ukarać!
- Ale wiem też, że ci się podobało i chciał bym to ponownie z tobą zrobić. Tym razem bez tej narkotykowej oprawy – Wyraz twarzy Polaka był jednoznacznie negatywny - Tylko raz, aby się przekonać czy naprawdę jest to takie złe - Feliks stał zdziwiony, naprzeciwko współlokatora i z otwartymi ustami słuchał jego przemówienia – Oczywiście jeżeli w którejkolwiek chwili nakażesz mi przestać uszanuję to i zostawię cię w spokoju – dodał, delikatnie usadzając chłopaka na łóżku.
- No to jak będzie?
Polska musiał się nad tym porządnie zastanowić. Czy naprawdę chce propozycję Iwana tak po prostu odrzucić, a może warto spróbować jeszcze raz... Nie! Feliks co Ty sobie w ogóle myślisz, to niemoralne, to niedorzeczne to nie...! Jego wewnętrzne rozterki zostały przerwane przez nachalnie silny, a za razem namiętny pocałunek, zmuszający blondyna do położenia się i bezwarunkowego poddania rosyjskiej woli.
– Czyli, że się zgadzasz.
Feliks spuścił wzrok, a jego twarz zalał drobny rumieniec, co Braginski uznał za ewidentny znak akceptacji tego, co miało dalej nastąpić.
Rosja zaczął delikatnie obsypywać całe ciało partnera delikatnymi pocałunkami, które notabene się Polsce dosyć podobały. Lekkie ugryzienie w ucho oraz powolne rozpinanie guzików od koszuli, również nie spowodowały żadnego protestu. Dopiero ciepły język powolutku zjeżdżający po łukasiewiczowej szyi w dół wywołał u chłopaka jednoznacznie pozytywną reakcję, w formie cichego jęknięcia. Nagle drzwi otwarły się na całą szerokość i do pokoju, jak gdyby nigdy nic, wmaszerował śmiejąc się jak jakiś pomyleniec znany nam skądinąd niemiecki albinos. Przerażani nagłym pojawieniem się, w ich pokoju intruza Słowianie oderwali się od przyjemności i z niemym zdziwieniem wpatrywali się w dalsze poczynania nieproszonego gościa. A gość zachowywał się nadzwyczaj dziwnie, bo zamiast wrzasnąć coś w stylu „Guten Morgen słowiańskie pedały”, z nieznanych im przyczyn podszedł do szafy, a następnie nie przestając się śmiać otworzył ją i zaczął majstrować coś przy swoich spodniach od piżamy. Najpierw kuzyni myśleli, że Beilschmidt zwyczajnie zwariował, lecz gdy dostrzegli, iż chłopak miał zamknięte oczy momentalnie pojęli, że mają przed sobą pogrzanego, szwabskiego lunatyka. A zobaczywszy jak spodnie zleciały na podłogę i białowłosy zaczął walczyć z bokserkami, Feliks nie zamierzał dłużej czekać i włączył światło, niemiłosiernie się przy tym drąc.
- Co Wy robicie w mojej łazience!? - zdziwił się czerwonooki, lustrując siedzących na łóżku Słowian.
- Chcielibyśmy Cię towarzyszu spytać o to samo – mruknął Iwan.
- Czemu nie mam spodni? - zdziwił się Gilbert, oglądając swoje niebieskie bokserki w różowe pisklaczki.
- Bo jesteś lunatykiem imbecylu! - wrzasnął, lekko poirytowany całą zaistniałą sytuacją Polak.
- Ale jak to... – Prusy na początku zgłupiał, ale po chwili zrobił się czerwony jak flaga Związku Radzieckiego i momentalnie zniknął z pola widzenia, zamykając za sobą drzwi.
Feliks pokręcił głową.
- Co za idiota, żeby chcieć przez sen komuś do szafy narobić.
- Tacy niestety też po tej ziemi chodzą – westchnął Federacja, próbując powrócić do przerwanej przez wizytę szkopa czynności.
Teraz Rzeczpospolita był bardziej spięty niż na początku, jednak z każdą kolejną porcją rosyjskich czułości z wolna wracał umysłem na te bardziej przyjemne, a za razem mocniej zboczone tory.
Dlaczego jest mi z nim aż tak przyjemnie? Przecież szczerze go nienawidzę, a może tak mi się tylko wydawało i w rzeczywistości od zawsze był mi drogi – myślał, kiedy Braginski zaczął się delikatnie bawić jego stwardniałymi sutkami. Teraz już byli absolutnie pewni, iż nikt nie będzie im więcej przeszkadzał. Och, jakże się pomylili.
PUK, PUK, PUK.
- Oż kur**, kogo tym razem diabli niosą – warknął z wyraźnym niezadowoleniem szarowłosy.
- Poczekaj, sprawdzę – szepnął zielonooki, chyłkiem wyślizgując się spod napierającego ciała współlokatora.
Iwan pozostał przy łóżku,a Feliks odszedł do drzwi. Otworzył je i na wszelki wypadek ziewnął, aby ukryć ponowną falę rumieńców.
- Słuchaaaam.
- Is Russia sleep?
Feliks odwrócił się.
- No...
- Poland, can you help me?
- W czym?
- Bo widzisz mam zamiar Rosji urządzić zieloną noc. Patrz mam niezmywalny marker – powiedział, pokazując niewielki czarny flamaster.
- I co masz zamiar z nim zrobić?
- Jak to co? Oczywiście karne rysunki – zachichotał cicho okularnik.
- Daruj sobie – powiedział Łukasiewicz, próbując zamknąć drzwi.
Niestety, Amerykanin nie miał zamiaru ustąpić i przytrzymał je ręką.
- But Poland it's very important... - nie dokończył, bo znad głowy blondyna wyrosła nie wiadomo skąd twarz Rosjanina.
- Nie słyszał towarzysz co Польша powiedział – Rzekł, łapiąc za klamkę i zamykając drzwi na palcach Alfreda.
Po korytarzu rozszedł się cichy syk bólu,a po chwili padło jeszcze kilka angielskich przekleństw. Braginski przekręcił klucz w zamku, po czym odwróciwszy się w stronę lekko zdziwionego Polaka złapał go w pół.
- Zostaw mnie brutalu! Co ty do cholery wyprawiasz!?
Iwan jednak nie zwrócił na jego wrzaski najmniejszej uwagi i po prostu rzucił go na łóżko. Miał na niego ochotę. Teraz już nie zachowywał się jak spragniony miłości kochanek, ale niczym dzikie zwierze. O tak, foletowooki stracił wszelkie zahamowania, a mokry ślad po języku na mostku blondyna oraz leżące pod szafą gacie dobitnie o tym świadczyły. Jedną ręką powoli masturbował Feliksa natomiast dwoma palcami drugiej ręki przygotowywał go na swoje przybycie. Blondyn skrzywił się lekko czując jak Rosja go powoli wypełnia. Wyższy z chłopców nachylił się lekko nad uchem kuzyna i rzekł:
- Jeśli tylko będzie coś nie tak, to krzycz, a wówczas przestanę – po czym zaczął go namiętnie całować, blokując tym samym możliwość wydania przez Łukasiewicza jakiegokolwiek dźwięku niezadowolenia.
Polska najpierw poczuł okropny ból, ale po chwili przerodził się on w niewytłumaczalną przyjemność. Taniec wtulających się w siebie języków, ocieranie się skóry o skórę ogólnie możliwość przebywania razem cieszyła ich obu.
$
- Я люблю тебя – szepnął, Rosja obejmując zielonookiego ramieniem.
Nareszcie leżeli tak jak trzeba. Nie po dwóch stronach łóżka podzieleni zasiekami z pościeli, ale wspólnie pod jedną kołdrą wtuleni jeden w drugiego. Feliks położył głowę na rosyjskiej klatce piersiowej. Chciał ponownie usłyszeć ten spokojnie bijący w jego piersi mięsień. To serce bije tylko dla mnie – pomyślał, lekko się przy tym uśmiechając.
- Śpij już Wania – odparł, mocniej okrywając się kołdrą.

Komentarze
Prześlij komentarz