cz. 9 - Burza w szklance wódki.
!!UWAGA!!
Pojawia się scena seksualna z udziałem dwóch mężczyn, więc jeśli
nie masz 18 lat */ nie lubisz* po prostu nie czytaj tekstu z pochyloną czcionką
Polska z radością opuścił salę. Nie miał nic ciekawego do roboty, tak więc postanowił nieco pobawić się z psią maskotką ośrodka. Wilczyca leżała spokojnie przy drzwiach, łypiąc na przechodzących swoimi pięknymi, złotymi ślepkami. Na widok Polaka mocno się ożywiła. Podbiegła do niego, oblizała go po twarzy, po czym padła na wznak i zaczęła domagać się pieszczot. Feliks nie umiał się oprzeć jej cichemu skomleniu. Przycupnął obok i zaczął ją drapać po brzuchu. Suka wygięła się w pałąk, a z jej pyska zaczęła lecieć niewielka strużka śliny. Głaszcząc miękkie, czarne futro zielonooki zastanawiał się nad ostatnimi słowami pana K. a brzmiały one następująco: „Z każdego pokoju ma wyjść chłopak i dziewczyna. Stroje znajdziecie w szafach. Wszyscy macie być o osiemnastej w stołówce na galowo. Postarajcie się wyglądać w miarę ładnie.” O co mu mogło chodzić? Feliks nie wiedział, ale miał nadzwyczaj nieprzyjemne wrażenie, iż tak czy inaczej wkrótce się tego niestety dowie. Nagle sunia poderwała się na cztery łapy i poleciała gdzieś w stronę recepcji. Chłopak zdziwił się lekko, ale kiedy tylko zobaczył rąbek starej skórzanej kurtki, w mig zrozumiał, czemu Udręka go zostawiła. Znowu było mu nudno. Wtem przypominał sobie o zabranej na wyjazd mandze. Szybko wbiegł na schody, przemierzył korytarz i wszedł do pustego pokoju, wewnątrz którego panował nieprzyjemny półmrok. Jakiś czas szukał komiksu w torbie, aż w końcu znalazł niewielki czarny tomik Kuroshitsuji. Blondyn usiadł na łóżku twarzą do okna, zaciągnął się zapachem świeżej farby drukarskiej, po czym zaczął czytać. Jakieś dziesięć, piętnaście minut później do pokoju zawitał również i jego wschodni współlokator. Przez pewien czas kontemplował, czy nie spróbować porozmawiać z kuzynem, jednak w końcu odpuścił sobie ten pomysł. Był nazbyt zmęczony po źle przespanej nocy. Szarowłosy ziewnął przeciągle, a następnie ułożywszy się plecami do ściany, usnął. RP w tym czasie przeniósł się myślami do wiktoriańskiego Londynu, gdzie diabelnie dobry kamerdyner Sebastian właśnie zajmował się obiadem dla swojego dwunastoletniego pana. Po około pół godzinie czytania odłożył mangę do szuflady i przez dłuższą chwilę oglądał falujący od deszczu krajobraz za oknem. W pewnym momencie spojrzał na śpiącego Iwana. Wyglądał tak słodko i niewinnie, a przecież miał na swoich rękach krew. Mnóstwo krwi. Prawdziwa czerwona róża. Piękny we śnie, lecz pamiętający swą niechlubną przeszłość. No i oczywiście te lodowe kolce Syberii odstraszające od tylu setek lat jego wrogów. Feliks nie mógł się oprzeć natrętnemu wrażeniu, iż ktoś ich obserwuje, dlatego też zasłonił zasłonki i usiadł naprzeciwko śpiącego. Byli na siebie skazani w tym za małym pokoju. Byli na siebie skazani w tym obskurnym ośrodku. Byli na siebie skazani odkąd się tylko poznali. Dzieliły ich idee, a łączył alkohol. Ile to razy urządzali sobie pijackie pojedynki zakańczane za każdym razem utratą filmu. Feliks przymknął oczy i spróbował się wsłuchać w rytm wdechów i wydechów przeciwnika. Cichy, lekko gwiżdżący wdech oraz chrapliwy wydech. Bum, bum. Bum, bum. Czyżby serce? Czy ten śpiący naprzeciwko niego brutal w ogóle je posiada? Dwa piknięcia na potwierdzenie wbiły blondyna w materac. A był przecież pewny, albo prawie pewny, iż Rosja go nie ma. Bum, bum. Może to tylko zegar? Bum, bum. Polska rozejrzał się za wspomnianą wyżej maszyną, ale na żadnej ze ścian nie dostrzegł ani śladu czasomierza. Bum, bum. Miarowe, niskie mruknięcie przerwało jego poszukiwania.
- Что? - usłyszał spokojny, lekko zaspany głos.
RP wyrwany z rozważań chcąc się jak najszybciej przekonać, iż Ruski nie może posiadać czegoś takiego jak serce, ponownie przewrócił go na poduchy, po czym przycisnąwszy ucho do piersi, przez dobrych kilka sekund nasłuchiwał.
BUM, BUM.
Polanina zmroziło. Odsunął się od fioletowookiego, usiadł na skraju materaca i złapał się za głowę. Braginski najwyraźniej nie rozumiejąc, po co Feliks go najpierw przytulił, a teraz wyglądał jakby ducha Lenina zobaczył, ponowił pytanie:
- Что?
Blondyn nie odrywając wzroku od podłogi, odpowiedział:
- Serce.
Rosja zrobił nad wyraz głupią minę, usiłując zrozumieć o co kuzynowi chodziło.
- Что сердце?
- Bije – odpowiedział zielonooki, mocniej ściskając swą biedną głowę.
Iwan popatrzył po sobie, po czym uznawszy to za zwyczajną polską manię, wzruszył ramionami. Sięgnął po leżący pod łóżkiem telefon. Wyświetlacz pokazał siedemnastą dwadzieścia osiem. Platynowowłosy ponownie ziewnął, a następnie sprawdził grafik.
- Польша, za niecałe pół godziny dyskoteka. Wstawaj – powiedział, lekko pukając towarzysza w ramię.
Jednak będący w głębokim szoku Łukasiewicz tylko powtórzył:
- On... ma... serce...
- Heee... - westchnął Rosjanin, wstając i podchodząc do szafy – szkoda, że jest obowiązkowa. Z dwojga złego wolałbym się tradycyjnie po ludzku uchlać. A Ty? - spytał, wymownie spoglądając na niedowierzającego własnemu odkryciu współlokatora.
Ten jednak nic nie odpowiedział.
- A pamiętasz, że z każdego pokoju jedna osoba ma się przebrać za chłopaka, a druga za dziewczynę?
Cisza.
- Polska, paluszki przywieźli!
Milczenie.
Jeżeli Feliks nie reaguje na paluszki to znaczy, iż stało się coś naprawdę złego – pomyślał Iwan. Szarowłosy miał tego stanowczo dość. Podszedł do młodzieńca, po czym złapawszy go za fraki, kilka razy energicznie potrząsnął.
- Польша, do cholery! Co ci się stało!?
Dopiero po tym cielesnym akcie frustracji, Rzeczpospolita wreszcie się ocknął.
- Co? - zapytał nieco nieprzytomnym tonem.
- No, ile można? Dyskotekę mamy za niecałe dwadzieścia minut, a Ty odpływasz! Trzeba się przebrać, pamiętasz что mówili animatorzy...
- Że z każdego pokoju ma wyjść chłopak i... dziewczyna?
- Да... - powiedział, wbijając w Feliksa przenikliwy wzrok purpurowych oczu.
$
Jakąś chwilę później z pokoju numer trzydzieści trzy wymaszerowały dwie sylwetki. Jedna czarna, a druga czerwona i wściekła jak osa. Do dziś nie wiadomo, jak Polsce udało się zmusić Iwana do założenia pięknej, bufiastej, krwisto czerwonej sukni z gorsetem i jakim cudem nie zginął? Te pytania kłębiły się w głowach krajów, które patrzyły na ten niecodzienny widok. To, co powstrzymywało je od wybuchnięcia śmiechem, była wizja przebitej iwanowym kranem piłki do kosza. Tłumione chichoty i szepty lekko drażniły Rosję, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Obaj Słowianie wkroczyli do sali. Co ciekawe Braginski nie był jedynym, który został w ten sposób ubranym. W sukienkach paradowali również Anglia, Kanada, Chiny, Romano, Estonia, ku uciesze Japonii Szwajcaria, Norwegia, Szwecja oraz chowający się za jednym z przywleczonych nie wiadomo skąd głośników, Prusy. Po chwili do stworzeń w kieckach dołączył również, jak zawsze radosny, Włochy. Były ZSRR już sam nie wiedział gdzie stanąć, byle uniknąć nieprzyjemnych spojrzeń i komentarzy kierowanych pod swoim adresem. Czuł się w owych ciuchach wybitnie głupio i tylko czekał, aby ktoś mu prosto w twarz powiedział „wyglądasz jak baleron” lub coś w tym guście.
- Proszę dobrać się pokojami, zaczynamy tańce – powiedziała, uśmiechając się jak głupi do sera rudowłosa animatorka.
- Błagam, tylko nie... - szepnął Polanin, niechętnie stając bliżej kuzyna.
- Walc – przerwała prowadząca – prawa ręka na talię partnerki, lewą łapiemy za jej dłoń. Dwa kroki do przodu i jeden w tył. No, dalej! Nie wstydźcie się!
Większość personifikacji delikatnie mówiąc nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Na szczęście kiedy rozbrzmiała muzyka wszystko się jakoś ułożyło. To znaczy u większości krajów się ułożyło, gdyż Polska miał lekki problem z prowadzeniem tak dużej partnerki jak Iwan. Zresztą nie był w tej materii osamotniony. Podobny kłopot miał również i Łotwa. Biedak, aby jakkolwiek po ludzku tańczyć, musiał przy Estonii stawać na palcach, a i to czasami nie wystarczało. Kraje powoli kręciły się w rytm, dostarczanej przez olbrzymie głośniki, muzyki. Dept. Po raz kolejny duńska noga nieopatrznie zmiażdżyła norweski mały palec. Granatowooki zgrzytnął zębami. Królestwo Danii za Chiny ludowe nie umiał porządnie tańczyć. Cały czas miał głowę w chmurach i nie myślał o tym co robi. Kiedy blondyn nadepnął po raz pierwszy przyjaciela Trolla, ten uznał to za czysty przypadek, jednak za każdym kolejnym razem powoli rosła w nim frustracja. W końcu nie wytrzymał i po chwili ubrany w ciemnogranatową suknię, niski blondyn ku wielkiemu zdziwieniu pozostałych krajów przejął obowiązek prowadzącego. Komicznie wyglądał nieustraszony Nordyk prowadzony przez coś w rodzaju babochłopa. Sprawy walca o wiele lepiej się miały u Francji z Anglią, gdyż ta dwójka poza tym, iż za sobą szczególnie nie przepadała, potrafiła doskonale wczuć się w rytm i przynajmniej na moment zapomnieć o walce. Ale najlepiej tańczyli Szwajcaria z Austrią. Czysta poezja ruchów. Nagle Iwan poczuł czyjąś pulsującą ciepłem dłoń na swojej zacnej kibici. Polska z nieznanych mu przyczyn zjechał o jedną fałdę materiału za daleko, lądując ręką tam gdzie nie powinien. Był to oczywiście czysty przypadek wynikający z zapatrzenia się blondyna na śliczną różową sukieneczkę Liechtensteinu. W sumie Rosji niezbyt owy dotyk przeszkadzał i gdyby nie obawa przed natrętnymi spojrzeniami innych z pewnością by Polaka za to nie zganił.
- Feliks.
- Waw?
- Możesz łaskawie poprawić tę rękę?
- Którą? - blondyn sprawdził trzymanie i dopiero teraz dostrzegł swój błąd – o ku... - dłoń momentalnie wróciła tam gdzie teoretycznie powinna znajdować się damska talia, a w rzeczywistości tkwił gorset.
- No, tak zdecydowanie lepiej – Braginski przez cały czas trwania tańca próbował sobie to wmówić, co niestety było w cholerę trudne, biorąc pod uwagę jego obecny wygląd.
Nagła próba obrócenia Rosji omal nie skończyła się przewróceniem na prowadzącego go Polaka. Kolejne kilka kroków i na zakończenie miało być podniesienie „partnerki”, co niestety u kilku par było absolutnie niewykonalne, więc na zakończenie tych kilku pechowców zdecydowało się na wychylenie, polegające na wygięciu się części damskiej w tył, podczas gdy osoba w gajerku miała ją złapać za talię, aby tamta nie upadła. Wyglądało to delikatnie mówiąc zabawnie. Nagle zgasło światło, a po chwili i muzyka. Animatorzy rzucili się więc do sprzętu, a kraje po omacku do ustawionych wzdłuż jednej ze ścian stołów, na których poza zwykłymi sokami oraz wałówką znalazły się również jakieś słabe wina. Na stole dla animatorów królowała olbrzymia misa z ponczem, obok której spokojnie leżały jednorazowe talerzyki oraz plastikowe kubeczki. Wszystko estetycznie przystrojone papierowymi kwiatami. Okna kantyny były zasłonięte żaluzjami oraz przywiązanymi do klamek balonami z helem. Niedaleko stołu ze sprzętem na podłodze warkotała stara jak świat maszyna do robienia mgły, a także niewielki rzutnik świateł kolorowych. Pod sufitem zawisła kula dyskotekowa wielkości mniej więcej piłki do siatkówki i dumnie się kręcąc, odbijała lasery, tworząc w ciemnościach tysiące cudownie jasnych plamek. Włączona przez instruktorów muzyka dzwoniła w uszach, a i klimat z wolna zaczął się poprawiać. Feliks momentalnie porzucił „czerwoną zarazę”, a następnie zaczął szukać sposobu na zemstę za butelkowe zadanie. Popatrzył z diabelskimi ognikami w oczach na siedzącego w gronie znajomych Gilberta. Dwa najbliżej niego lewitujące balony w mig zostały pozbawione sznurków. Iwan stał spokojnie przy ścianie i modlił się, aby jak najszybciej owa męczarnia się skończyła. Nagle pośród tańczących po posadzce świetlistych refleksów zobaczył skradającą się w jego kierunku Białoruś. Przerażony zaczął się powoli przesuwać w przeciwną stronę niż dziewczyna. Cichy gwizd przeciął powietrze i blondynka padła na ziemię, lecz mimo to nie zatrzymała swojego pochodu ku ukochanemu braciszkowi. Zwolna na prześlicznie kształtnej pupie Słowianki zaczęło się pojawiać co raz więcej strzałek ze środkami usypiającymi. Dopiero dwudziesty oddany przez panią W. strzał zatrzymał Nataszkę, jakieś dziesięć centymetrów od nogi jej brata. Szarowłosy niepewnie szturchnął ją butem.
- Na pewno się nie obudzi?
- Spokojnie, taka dawka uśpiłaby trzy wściekłe nosorożce – odparła brunetka, lekko głaszcząc Arlovskaya po włosach.
- Ale czy nic jej nie będzie? - w Rosji mimo całej jego niechęci do młodszej siostry pozostały jednak jakieś ludzkie uczucia.
- Nie, obudzi się rano i nie będzie tego pamiętać – uspokoiła go instruktorka, delikatnie podnosząc dziewczynę.
Fioletowooki patrzył jak znikają wraz z zaniepokojoną nagłym zniknięciem siostry Ukrainą na schodach.
Tymczasem Polska poczekał, aż Prusom zachce się pójść po poncz. Delikatnie przywiązał gadającemu z Francją Szwabowi żyłki do kostek, po czym oddał jedną z nich stojącemu nieopodal Rosji przykazując mu, aby za żadne skarby nie wypuścił linki z rąk. Braginski wzruszył ramionami. Nie miał zielonego pojęcia o planie kuzyna i szczerze wisiało mu to, bowiem nadal mentalnie odreagowywał pełznącą ku niemu z szaleństwem w mroźnych oczach Białoruś. Prusy przestąpił krok, stracił równowagę i wyrżnął głową o wypełnioną różowym napojem misę, wylewając na siebie jej lepką zawartość. Polak podbiegł do kuzyna, przybił mu piątkę, a następnie zanurkował wśród chichrającego się tłumu, tym samym rozpoczynając międzynarodową wojnę. Gilbert odepchnął blokujące wyjście kraje angielskojęzyczne. Mokry przeszedł całą salę. Po drodze zatrzymała go zaniepokojona karlica. Po krótkiej rozmowie oddelegowała go do pokoju, ale nie pozwoliła wrócić w innym ubraniu niż śliczna, błękitna sukienka, jaką aktualnie miał na sobie.
- Już ja tym cholernym Słowianom pokażę. Taki kawał wytnę, że im w pięty pójdzie – mamrotał wściekły na cały boży świat, kierując się ku swojemu pokojowi.
Szarpnął za klamkę. Było zamknięte, a przecież specjalnie zostawił drzwi otwarte, aby móc niepostrzeżenie wrócić do pokoju. Teraz był na serio wkurzony. Musiał bowiem wrócić do sali i wyżebrać od Goverta klucz. Dziesięć minut później siedział już wewnątrz pokoju i obmyślał swój szatański plan zemsty, wycierając się przy tym znalezionym w łazience ręcznikiem.
Podczas nieobecności albinosa Feliks wraz z Francją i Hiszpanią zajął się degustacją wszystkich znajdujących się w sali napojów alkoholowych, do czego wkrótce dołączyła również i reszta czeredy.
W czasie, gdy inni z uporem maniaka starali się stracić świadomość, Gilbert wraz z Dumą obmyślał plan zemsty. Niestety, żaden z pomysłów nie był wystarczająco szatański. Już miał się poddać, kiedy nagle przypominał sobie o walizce tkwiącej pod łóżkiem kolegi. Czym prędzej wywlókł holenderski bagaż na wyłożoną szaroburą wykładziną podłogę. Otworzył zatrzaski i wpatrzył się w poukładane alfabetycznie specyfiki.
- Anestetyk, ..., Divinorum, ..., Haszysz, …, Marihuana, …, Wyciąg z Goji... – nazwy niewiele mu mówiły, dlatego zaczął wyjmować i czytać doklejone do nich karteczki.
- Skutki uboczne – wredny uśmiech rozjaśnił twarz czerwonookiego – zobaczmy, co to diabelstwo daje...
Po kilku minutach natrząsania się z dziwnych efektów ewentualnego nadmiernego spożycia, w końcu wybrał dwa najbardziej odpowiadające mu środki. Cichy tupot oznaczał, iż Holender właśnie wraca do pokoju. Musiał więc prędko wybrać jeden z medykamentów, zamknąć walizkę i odłożyć ją na miejsce. Skrzyyyp...
- Gilbert, miałeś się tylko odświeżyć – w drzwiach pojawiła się niezadowolona pani S. - Won na salę! - warknęła, widząc szczerzącego się Prusaka.
Chłopak kiwnął głową, zręcznie ominął animatorkę kryjąc fiolkę dziwnego różowego napoju w dłoniach, po czym ruszył ku balującym w kantynie personifikacjom. Przy wejściu omal się nie zderzył z wracającą od siostry Ukrainą. Blondynka chyłkiem przemknęła obok niego i zniknęła pośród tysięcy świetlistych zajączków. Dobra nasza. Specyfik wywołujący biegunkę ze zwiotczeniem mięśni i nagłą chęcią gadania tego, co się myśli, jest. Teraz tylko muszę znaleźć kubki tych wschodnich kreatur – pomyślał, oglądając z bliska różowe szkło skradzionego flakonika. Białowłosy dłuższą chwilę przypatrywał się pijącym, usiłując dostrzec, których naczyń jego znienawidzona parka używa. W końcu po dobrych kilku minutach udało mu się je zlokalizować. Oba kubeczki stały na oknie do połowy wypełnione mieszanką kilku najmocniejszych trunków. Prusy cicho spróbował podkraść się do parapetu. Był już w połowie drogi, gdy nagle muzykę rozdarł okropny pisk mikrofonu.
- Zapraszam wszystkie kraje na parkiet! - zawołała Pani T., wymachując trzymaną w ręku czekoladową babeczką.
- No dalej! Nie wstydźcie się! - w czasie gdy T. zagrzewała kraje do tańca reszta kadry chyłkiem wymknęła się , aby zobaczyć co tam u Nataszy.
Naraz na pustej dotąd posadzce zaroiło się od dobranych losowo par i grup. Biedny, wciśnięty między nordycki młot, a germańskie kowadło, Gilbert nie miał absolutnie żadnych szans na dotarcie do upragnionego celu. Pozwalał więc chwilowo, aby tłum wymachiwał nim niczym szmacianą laleczką. W pewnym monecie jeden z krajów północy poszedł po coś do picia. Ta odrobina wolnego miejsca, jaka po blondynie została, była jedyną szansą na wyrwanie się z tanecznego impasu. Krok, krok, krok, piruecik i Prusy znalazł się przy poszukiwanym oknie. Szybko wlał zawartość szklanego naczynia do kubków, po czym z diabelskim uśmiechem na ustach spokojnie oddalił się z miejsca zbrodni. Idiota nie doczytał zapisanego na ulotce drobnym druczkiem ostrzeżenia, aby specyfiku pod żadnym pozorem nie mieszać z substancjami zawierającymi etanol, gdyż może to wywołać poważne zmiany w psychice oraz ewentualne urazy w przysadce mózgowej. No ale cóż, co się stało to się nie odstanie. Potężny błysk światła oraz niewyobrażalny huk oznaczał, iż do zwykłej ulewy właśnie przybyła w odwiedziny jej starsza siostra burza.
Feliks po chwili wyczerpującego tańca z Węgrami poczuł straszliwe pragnienie, toteż czym prędzej opróżnił swój kubek, po czym dał się ponownie wciągnąć do zabawy.
- Iwan, może Ci dolać soku z wiśni? Jest przepyszny! - zagadnął Dania, pokazując na szklany, wypełniony czerwonym płynem dzban.
- Нет – Rosjanin przecząco pokręcił głową i duszkiem wypił zawartość plastikowego naczynia.
- E, Ukraine, do you want dance with me? - spytał Ameryka, wyciągając przestraszoną jego nagłym pytaniem dziewczynę na parkiet.
- Ні! – blondynka próbowała się wyrwać zalanemu okularnikowi z rąk.
- A może jednak – niebieskooki tak biedaczką zakręcił, że straciła równowagę i byłaby się przewróciła, gdyby nie jej młodszy braciszek, który zaalarmowany jej wołaniem nagle znalazł się niedaleko nich.
- Америка, daj jej spokój.
- Bo co mi zrobisz? - zapytał, łapiąc niebieskooką za nadgarstek i ciągnąc ku sobie.
- Powiedziałem, abyś ją puścił!
- Ok – Alfred złapał Rosję za ramię, po czym przyciągnąwszy ku sobie spróbował zrobić z nim piruet.
Iwan może i był w kiecce, ale za kobietę absolutnie się nie uważał. Trzasnął więc Jonesa w zęby, na co tamten odpowiedział potężnym lewym sierpowym.
- Czy oni chociaż na chwilę mogliby zapomnieć o bójkach... - westchnęła pani T., nagle dostrzegając, iż reszta kadry pozostawiła ją zupełnie samą – No pięknie – biedaczka musiała jakoś wyplątać się z kabli i przedrzeć przez gęstniejący tłum, aby jakkolwiek móc zaradzić toczącej się kilka metrów od niej wojnie, chyba że...
Głuchy pisk mikrofonu ponownie zakłócił muzykę.
- Ameryka, Rosja nie bić mi się tutaj! Słyszycie, co do was mówię!? Bo zaraz się zdenerwuję!
Niestety żadne wygłaszane przez rudowłosą groźby nie docierały do tarzających się po podłodze gigantów. Ukraina zalała się łzami i swoim biadoleniem próbowała zatrzymać zaślepionych walką chłopców. Nic jednak na nich nie działało. Ollena spróbowała więc zatrzymać brata, łapiąc go za rękę, jednak została przez niego odepchnięta. Patrzyła więc teraz zapłakana i przerażona, modląc się by jakimś cudem walka samoistnie się zakończyła.
- Zobacz ruski kundlu, nawet twoja własna siostra się ciebie boi!
- Nie bardziej niż ciebie!
Chrupnięcie żeber. Iwan nagle przestał bić blondyna i przez sekundę patrzył na stojącego naprzeciwko nich Polaka. Ich oczy się spotkały, a w źrenicach zabłysły dziwnie różowe błyskawice.
- Patrz, ile krajów mi kibicuje! - wrzasnął okularnik, wyrywając przeciwnika z zamyślenia.
- Tak, czekają na twoją przegraną! - odwarknął z szaleńczym uśmiechem były ZSRR.
Zgrzytanie zębów.
- I tak to ja wygram!
- Остается увидеть.
Iwan chciał już zakończyć walkę, toteż po raz ostatni przyłożył błękitnookiemu, który oparłszy się o ścianę, upadł.
- Może i masz serce, ale nie potrafisz kochać! - zawołał pokonany, starając się zatamować krwotok z nosa.
Braginski miał ochotę jeszcze raz do niego podejść i dać mu w ryj, jednak wiedział, że już i tak wystarczająco mocno się zbłaźnił, pozwalając ponieść się emocjom. Odwrócił się więc na pięcie i czym prędzej opuścił salę balową, pozwalając, aby krwawiącym zajęła się dotąd walcząca z elektroniką instruktorka. Dopiero kiedy rudowłosa zasłoniła swoją osobą Amerykańca, Feliks zdołał ocknąć się ze swoistego letargu. Widok ponownie walczących ze sobą mocarzy wprawił go w takie osłupienie, że przez pierwsze parę sekund nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Potrząsnął głową. Ruski pewno też mocno oberwał. Może powinienem mu pomóc – poskrobał się po nosie.
Kilka sekund później zmierzając do swojego pokoju poczuł jakiś dziwny ból w głowie, który ustąpił dopiero po otwarciu odrapanych drzwi.
Rosja siedział zakrwawiony w rogu łóżka. Chyba nie płakał, ale czuć było, iż jest mu bardzo źle. Atmosfera w pokoju zwolna stawała coraz gęstsza i gęstsza. Nieprzyjemny półmrok powodowany przez szalejącą na zewnątrz nawałnicę oraz do połowy zasłonięte rolety sprawiły, iż Polska wchodząc do środka poczuł się bardzo nieswojo. Z łuku brwiowego Iwana nadal ciekła krew, powoli zlepiając jego szarobiałe włosy i barwiąc je na kolor świeżych truskawek.
Łukasiewicz zamknął drzwi.
Wprawdzie w tym wypadku przegranym był definitywnie Ameryka, ale mimo to w końcu odkryto jego słabość. Po raz kolejny przywołał w myślach jego słowa: „Może i masz serce, ale nie potrafisz kochać”. Te kilka, na pozór błahych dźwięków bolały o wiele bardziej niż hak pod żebrami, czy siekiera w potylicy. Ruski chyba nawet nie zauważył, kiedy Feliks wkroczył do pokoju, delikatnie wszedł na łóżko i usiadł naprzeciwko niego. Zazwyczaj świecące w mroku, niczym robaczki świętojańskie, oczy Rosjanina, teraz były zasłonięte kolanami i nie okazywały nic, poza bezgranicznym smutkiem. Blondyn przez moment chłonął owo przedziwne zjawisko, po czym podszedł do niego i mocno go przytulił. Krew poplamiła jego nieskazitelnie białą koszulę, ale on nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Pragnął go pocieszyć, bez względu na konsekwencje. Nagle poczuł jak Iwan rozplata ręce i również go obejmuje. Teraz Polska naprawdę dobrze słyszał bijące, niczym dzwon na rynku w Krakowie, serce kuzyna.
- Я люблю тебя – usłyszał niski, ledwie słyszalny szept.
Rosja zawsze był bezpośredni, ale Felek nie sądził, że aż do tego stopnia. Delikatny rumieniec zatańczył na jego policzkach.
- Ja ciebie też – szepnął unosząc się nieco na kolanach, aby móc mu to powiedzieć prosto do zalanego krwią ucha.
Zlizał z niego kilka kropel ciekłej jeszcze posoki. Kiedy Rosja odwrócił nieco głowę, aby móc popatrzeć w jego przepiękne, szmaragdowozielone oczy, Polska zrobił coś niespodziewanego. Otóż pocałował go. Ale nie byle jak. Pocałował go tak jak przy grze w butelkę. Ich gorące usta spotkały się, a Iwan po raz kolejny poczuł ten cudowny zapach winogron oraz smak słabego wina. Chwilowa wojna języków zakończona zwycięstwem polskiej husarii. Wania bał się dominować, nie chciał bowiem go do siebie zniechęcić. Ten pocałunek miał być tylko i wyłącznie dla niego. Feliks przewieżgnął się językiem po zębach kuzyna. Czół w jego jamie ustnej przyjemne w smaku opary alkoholu. Delikatnie łaskotał jego podniebienie i masował dziąsła. W końcu jednak blondynowi zabrakło powietrza i postanowił przerwać przyjemność. Nieco się od niego odsunął i zadał jedno z najbardziej bezpośrednich pytań jakie kiedykolwiek przeszły mu przez gardło:
- Chcesz uprawiać ze mną seks?
Miłośnik słoneczników wybałuszył na niego oczy, a następnie spytał:
- A ty tego chcesz?
Był gotów usłyszeć, że nie, że co on, że to tyko żart, ale zamiast tego ujrzał jak Polska przeciąga się kusząco zdejmując z siebie pogniecioną koszulę. Nagły piorun rozświetlił jego chudy, ale mimo to dobrze umięśniony tors. Coś trzasnęło w zamku, lecz w tamtej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Gdybym nie był pewien, to bym nie pytał – uśmiechnął się uwodzicielsko.
Rosja zrzucił, już i tak rozerwaną w kilku miejscach suknię, pozostając jedynie w gorsecie i bokserkach. Polska zzuł spodnie, nie zdołał jednak pozbyć się gaci, gdyż w tym samym momencie Braginski go przewrócił i zaczął macać przez materiał, zupełnie tak jak by chciał się przekonać jak mała jest jego fujarka. Kilka ledwie wyczuwalnych pocałunków na napiętej skórze brzucha spowodowały, iż twarz Łukasiewicza znów zalały rumieńce. Iwan zerwał z niego resztki odzienia, po czym zaczął lizać jego przyrodzenie, a po chwili wziął je sobie do ust. Polska poczuł jego wnętrze, jamę ustną i przełyk, było mu dobrze, można by nawet rzec, że bardzo dobrze. W przód i w tył, powoli. Po cóż się śpieszyć? Noc jeszcze młoda. Blondyn położył koledze rękę na głowie, tak jak by chciał mieć dzięki temu nad nim jakąkolwiek kontrolę. Iwan robił to z rozmysłem, czasami nieco przymykając usta, aby usłyszeć głośniejsze westchnięcie, to znów brał go tak głęboko, aby móc językiem dotknąć któregoś z jąder. Polska kilkukrotnie wbrew własnej woli poruszył biodrami, w końcu jednak zatrzymał go. Zaszedł od tył i pomógł rozwiązać rzemienie gorsetu, podczas gdy Wania pozbył się resztek dolnego ubioru. Znowu klęczeli naprzeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem. W pewnym momencie dłonie Polski spoczęły na rosyjskim karku i pociągnęły go w dół. Rosja oparł się rękami o śmierdzący molami materac i zawisł tuż nad ciałem kuzyna. Chłopak rozłożył nogi.
- Weź mnie – szepnął, ponownie zalewając się rumieńcem.
Federacja Rosyjska oblizał swój palec, po czym delikatnie rozchylił felkowe pośladki i zaczął go penetrować. Ból, ból i ekstaza zaczęły z wolna ogarniać ciało zielonookiego. Po chwili został dodany kolejny palec, a potem jeszcze jeden. Wchodziły w polski odbyt jak w masło i powodowały, iż chłopak zaczynał coraz głośniej dyszeć.
- Czy aby na pewno tego chcesz? Teraz jest ostatnia szansa, aby się wycofać - zapytał szarowłosy, zbliżając twarz do uszu współlokatora.
- Chcę – pisnął, ponownie go przytulając.
Ciężka, umięśniona pierś Rosji wydawała się dla blondyna najmilszą poduszką. Iwan pocałował go w czoło, a potem pomagając sobie jedną ręką wszedł w niego. RP omal nie wrzasnął. Ametystowooki delikatnie poruszył biodrami wywołując u swego partnera kolejne nieme westchnienie. Nie wszedł jednak do końca, obawiając się zrobienia krzywdy swojemu chłopakowi. Rosjanin powoli zaczął wyznaczać spokojny, ale równy rytm, z którym Feliks powoli zaczynał się zgrywać, nieświadomie napierając własną męskością na podbrzusze kuzyna.
- Wania, nie, nie powstrzymuj się, chcę być z tobą jednością – usłyszał między głośniejszymi wydechami – Wania zrób, zrób to teraz...
Ruski skinął lekko głową i natarł z pełną siłą, tak mocno, że na twarzy blondyna pojawiło się parę szafirowo niebieskich kropel. Były ZSRR delikatnie je z niego zlizał, po czym nieco się odsunął i pozwolił sobie popatrzeć na toczącą się z ust krewnego ślinę.
Boże, czemu on musi być chłopcem? Przecież za to wszystko Putin mnie żywcem oskóruje, a potem posypie solą i każe ganiać dookoła Kremla - pomyślał.
Zniżył głowę i wbił się w jego usta, zassał płyn, lecz tym razem nie dał się zdominować. Brał, brał tyle ile tylko mógł, starając się jednocześnie zanadto nie przesadzać. Polska wyginał się jak pałąk usiłując być jak najbliżej ukochanego. Całe jego ciało wypełniała ekstaza. Nagle, coś w nim się poruszyło. Nieco ruskiej spermy wytrysnęło i zwiększyło poślizg, dzięki czemu napierający, mógł przejść na wyższe obroty, dając Feliksowi to, czego nie zaznałby od żadnej dziewczyny. Każde pchnięcie było wyczekiwane i koronowane głośnym westchnieniem. Polsce nie wiadomo dlaczego bardzo się to podobało i co gorsza pragnął więcej. Chciał, aby ta chwila trwały wiecznie.
Po jakimś czasie Wania wyraźnie zwolnił. Objął swojego kochanka, po czym przewrócił się na plecy, a następnie usiadł tak, aby móc patrzeć byłemu PRL prosto w te jego cudowne, hipnotyzujące, soczystą zielenią tęczówki. Delikatnie go objął, zjechał palcami po nieco wystających spod napiętej skóry żebrach, by w efekcie znalazły się one na na jego biodrach. Rzeczpospolita nie pozostał mu dłużny, zawieszając się na jego lekko spoconym karku. Polak ponownie wsłuchał się w wybijany przez serce ukochanego rytm.
Bum, bum. Bum, bum. Bum, bum. Bum bum...
To serce bije tylko i wyłącznie dla mnie. On jest mój, a ja jestem jego. Tej nocy niech tak będzie - pomyślał Łukasiewicz lekko mierzwiąc pachnące popiołem włosy Braginskiego.
Iwan nieomalże całkowicie znieruchomiał pozwalając wielbicielowi paluszków na przejęcie inicjatywy. Felek podciągnął się nieco, po czym opadł. Na jakiś czas to on wyznaczał tempo, było ono jednak słabe i nierówne.
Choroba, nie nadążam, może warto by czymś go zmóc. Potrzebuję alkoholu, i to migiem.
Nagle RP puścił szyję przyjaciela, po czym odchyliwszy się głęboko do tył sięgnął po zabunkrowane za łóżkiem butelki. Od razu wydobył dwie, otworzył zębami i podał ruskiemu. Wypili. Feliksowi z wolna zaczęło mieszać się w głowie. Ostatnim obrazem jaki wrył mu się w pamięć był uśmiechnięty Rosja oraz jego nienaturalnie purpurowe tęczówki.

Komentarze
Prześlij komentarz