cz.6 - Nie kombinuj jak koń pod górkę.
Ostre światło z niezasłoniętego okna oraz miarowe trzeszczenie w rurach musiały w końcu spowodować obudzenie się wtulonego w zwitek pościeli Łukasiewicza. Chłopak bez większego entuzjazmu podniósł się do siadu, ziewnął, a następnie rozejrzał po pokoju. Iwan nadal leżał, cicho pochrapując. Zabawnie wyglądał kiedy spał. Jak taki wielki, włochaty bernardyn opatulony w szal koloru spranego indygo – pomyślał z nostalgią – ale i ten spokojny gigant, jak dobrze pamiętał, potrafił zmienić się w ujadającego szkarłatem pitbulla. Poczuł więc nasz drogi RP znaczącą odrazę do poprzednich myśli i począł sobie na palcach wyliczać krzywdy, jakich od niego zaznał. Ledwie minęła mu w głowie pierwsza połowa osiemnastego wieku, a już miał szczerą ochotę wziąć i po prostu zadusić współlokatora jego własnym szalikiem. Niestety, w tamtej chwili ozwało się głośne pukanie do drzwi. Zły, że mu przeszkodzono, delikatnie nacisnął na klamkę, gotów wydrzeć się na osobnika stojącego za drzwiami. - Cze... - urw...